...czy Cię kocham... przecież nie pytasz czy niebo jest błękitne... nie zastanawiasz nad ciepłem ciała... nie dziwisz, że ogień parzy... o wszystko tylko nie o to, bo nie pyta się o sprawy oczywiste
zapytaj czy lubię winogrona, czy chcę iść na spacer, czy obejrzymy film, czy jestem zmęczona?
nie pytaj dlaczego są inni, nie zastanawiaj się nad swoim miejscem w moim życiu, nie miej wątpliwości ani przez chwilę, bo zawsze będziesz najważniejszy.
nawet kiedy strach nie pozwala mi wypowiedzieć jak bardzo rzeczywistość szarpie cienkie struny wytrzymałości...nawet kiedy kolce ranią Twoje ręce, wyciągasz je żeby pogłaskać po ranach...znów zaczynam wierzyć, że odzyskam smak...smak ludzkiego bezinteresownego uczucia...
boję się słów nigdy i zawsze ale obiecuję być...bo chcę tak poprostu choć niespodziewanie...
ludzie odbierają innych zbyt dosłownie, bez dystansu, bez zastanowienia, polegając na pierwszym wrażeniu... bez sensu. to rodzi konflikty, często nie do rozwiązania... weźmy na przykład taką sytuację. chcę się podobać i być adorowana, ale nie tylko przez męża... oczywiście przez niego najbardziej, ale to trochę za mało. jeśli chcę się podobać Panu Kierownikowi, czy to jest równoznaczne z tym, że chcę iść z nim do łóżka? NIE!!! akurat w moim przypadku trudno zejść na niewłaściwą drogę skoro mam się w domu to czego potrzebuję. albo jeśli ktoś jest wredny i złośliwy wobec innych, to znaczy, że jest niewrażliwym skurwielem? NIE!!! może to tylko taka skorupa?
problem polega na tym, że bierzemy co podają jak na tacy. spróbujmy się zastanowić zanim wyciągniemy pochopne wnioski.
a Ciebie kocham nad życie i Ty dobrze o tym wiesz!
są niewierne... przestają kochać i okazywać zainteresowanie... nudzą się niemiłosiernie... szukają niezobowiązujęcej rozrywki na własną rękę... wracają późno z pracy... przestają prasować koszule i gotować smaczne obiadki...
otóż dlatego, że dobija je codzienność... nie mogą znieść nagłego braku adoracji i zabiegania o względy... dlatego, że przed wyborami mężczyźni obiecują wiele, a jeśli nawet nie obiecują to stają na głowach żeby tylko zostać zauważonym i osiągnąć cel (czytaj upolować)... a kiedy zostają wybrani rozwalają się z piwem w ręku na laurach i zaczynają na tyrradę narzekań... a to zabija wszelki entuzjazm... tak, tak to nie kobiety są wrednymi, marudzącymi babami... to nie kobiety zmieniają się z czasem...
nie zdziwcie się gdy kiedyś odbierając telefon swojej kobiety usłyszycie w głośniku słodko-męskie witaj kochanie, spotkamy się jutro kiedy tylko ten jeleń pojedzie do pracy?
całe trzy dni mieliśmy gości z prawie pięcioletnim dzieckiem dodać naszego dwulatka na 42 metrach kwadratowych równa się bałagan i zamieszanie. goście jak na przyjezdnych przystało nie chcą siedzieć w domu tylko zwiedzać, więc były wycieczki krajoznawcze, marketoznawcze, zabytkoznawcze i jarmarkoznawcze.
wczoraj gości odprawiliśmy, mieszkanie posprzątaliśmy, razem, bo normalnie to tylko mój mąż - Marysia sprząta, a ja wyrodnica siedzę na kanapie z nogami na stole.
a dzisiaj... zapięłam guziczek jakiejś pięciolatce, bo babcia miała niesprawne ręce. uciekł mi autobus, którym zawsze jeżdżę, więc wsiadając do następnego skasowałam bilet, wiadomo nieznany grunt. i co - bingo! wpadło ich trzech kiedy autobus stał w korku - bileciki do kontroli. to był ten sam kanar, który kiedyś mi darował/uwierzył*. he he znów mi się udało. zresztą i tak by mnie nie poznał, bo teraz zamiast blond jestem kasztanowa tzn. miał być kasztan czyli rudy potocznie a jest bardzo... stary kasztan czyli ciemny brąz.
w biurze wzięłam się za sprzątanie i wyrzucanie śmieci. na podłodze stał kartonik, taki po jedzeniu trójdzielny, zamknięty oczywiście, więc ja za niego i do kosza a on na mnie lunął buraczkowym płynem. właściwie nie na mnie tylko na moje białe spodnie. na szczęście są z poliestru, więc nic się ich nie ima ale teraz siedzą z całą mokrą prawą nogawką. ciekawe kto lubi buraczki!?!
dziś patrzę na świat przez różowe okulary... tylko jak sprawić żeby inni też tak mogli...
mowa była oczywiście o moim ojcu, a cały wpis to prowokacja. wspiera mnie i kocha, żonę czyli moją matkę też. jestem córeczką tatusia, więc akceptuje moje szaleństwa. jest jednym z mężczyzn mojego życia. prawda, że logiczne?
jak widać po komentarzach niektórzy dali się nabrać, dzięki nim nieźle się uśmiałam, ukłon dla alienbox. niektórzy odgadli, ukłon dla Magnolii - byłaś pierwsza.
przekonałam się, że ludzie wierzą w to co im się podaje i często czytają bez zrozumienia i zastanowienia, czyli idą na łatwiznę. uchowali się też na szczęście tacy, którzy nie wyciągają pochopnych wniosków, a natłok informacji nie zabił w nich zdolności kojarzenia faktów.
żeby dostać się do biura codziennie muszę zejść po betonowych stromych schodach, pamiętających jeszcze czasy adapterów Bambino. zimą te schody tworzą zjeżdżalnię, ale spokojnie u ich podnóża stoi wielki kontener na śmieci, więc lądowanie względnie miękkie. muszę zejść, bo nasze biuro mieści się pod innym biurem, czyli nie jesteśmy górą. zeszłam, patrzę, w dół. normalni ludzie patrzą przed siebie ale ja na dół w nadziei na jakiś wypchany portfel, kluczyki do sejfu, banknocik... leży. wielki z domem na plecach. taki zwyczajny winniczek. kucam, nie nie leży tylko pełznie do przodu, nie zauważyłam minimalnego ruchu, zresztą co się dziwić na jednej nodze szybciej się nie da. myślę. po co cholerny mięczaku pchasz się na ten wykostkowany, wybetonowany parking, bez kępki trawki, gdzie zrobią z ciebie bezkształtną paskudę. odłożyłam go na trawę obok. wracam z pracy, znowu leży, więc odkładam na trawę ponownie. dziś to samo, znowu ten głupek jest na betonie...
sporo starszy ode mnie... trudno. zawsze wolałam młodszych, no ale ten też jest w porządku. mamy podobne charaktery i osobowości. jest uparty jak przysłowiowy osioł. bardzo trudno go przekonać do własnej racji. nie poddaje się łatwo. ma diametralnie inne spojrzenie niż ja na pewne sprawy między innymi resocjalizację i homoseksualizm, i w rzaden sposób nie da się go przerobić - właśnie dlatego wolę młodszych. podczas naszych sprzeczek i wymiany zdań ludzie zatykają uszy albo wychodzą.
kocha żonę, ale mnie też i niestety nie patrzy na mnie zdrowo - krytycznie, tylko akceptuje wszystko co niemądre i postrzelone. jak to starszy pan... kiedy trzeba podaje pomocną dłoń i... pieniądze. jest trochę nie z tej epoki ale można z nim konie kraść i nie tylko.
wróciłam i nie wiem co się dzieje wokół mnie. oczywiście wszyscy czegoś chcą a ja się zastanawiam czy oni mówią do mnie? a jeśli tak to dlaczego?
za mną miesiąc bez netu i telefonu - polecam! wypoczęłam choć słońca miałam tylko tydzień, reszta deszcz, więc zaje... jednym słowem! przynajmniej nie musiałam nastawiać zegarka. teraz to się zmieniło ale nie jest tak źle
przede mną powrót do rzeczywistości o obliczu pracy - nie polecam!
przede mną też nadrabianie zaległości blogowych - już się boję!
wczoraj przed zaśnięciem zastanawiałam się nad przyjaźnią, według mnie najwyższą formą bliskości między ludźmi. doszłam do wniosku, że ja nie mam nikogo komu mogłabym się pochwalić, wyżalić, kto poda rękę w potrzebie. oczywiście są dobrzy znajomi, kumple ale żeby aż przyjaźń to nie. zawsze zachowywałam dystans w stosunku do ludzi, ze względów bezpieczeństwa, ale kiedy już zaufałam i chciałam zapominałam o rezerwie.
no bo co taki przyjaciel robi/nie robi i jakie ma znaczenie? przede wszystkim zawsze jest na dobre i na złe. słucha i słyszy, choć nie musi rozumieć i popierać. przyjmuje ale nie musi akceptować to co mamy dla niego pozytywnego czy nie. wspiera w ciężkich chwilach. nie boi się prawdy.
cholera! przecież ja mam kogoś takiego! ale zawierając tzw. związek małżeński zapomniałam, że jestem kimś więcej niż tylko żoną, a mój mąż to mój przyjaciel. proste.
zdążaj po trupach do celu. nie paląc przy tym mostów.
zapomnij o empatii. nikomu nie jesteś w stanie pomóc.
nikomu nie podawaj pomocnej dłoni. pociągnie cię za sobą.
nie pochylaj się nad cudzym nieszczęściem. nikt ci za to nie podziękuje.
wykorzystuj co się da. ludzi, sytuacje. inaczej szybko się to zemści.
żałosne? smutne? biedny człowiek umrze w samotności, a po śmierci diabli wiedzą dokąd trafi? co z tego? po co ktoś ma patrzeć jak umierasz, rozpaczliwie chwytając się ostatniego tchnienia życia? i tak nie wiadomo co nas czeka po śmierci? ktoś zatrzyma się przy grobie o!! to był kawał drania! pisali w gazetach...
postępując odwrotnie staniesz się jednym wielkim nagim neuronem wrażliwym na najmniejszy cios. umierając sprawisz tylko ból bliskim. kompromis? wątpię w jego skuteczność.
wystarczy jedna kropla aby przepełnić czarę goryczy...
dziś jest pierwszy dzień z reszty twojego życia, którą drogę wybierzesz?
...Pani Wodnik w związku z Panem Baranem może napotkać na podstawową przeszkodę, jaką jest jej samodzielność, intelekt i niechęć poddania się jakimkolwiek rygorom, zakazom i konwenansom. Pani Wodnik jest typem rewolucjonisty, ale bardzo wrażliwego. W tym związku dużo zależy od Pana Barana, od jego elastyczności i intelektu, wspólne zainteresowania mogą być doskonałą płaszczyzną porozumienia... http://www.horoskop-horoskop.republika.pl
nic dodać nic ująć... no, więc Pan Baran się stara akceptować, a Pani Wodnik stara się poddawać.
odtruwanie od czegoś co uzależnia. ciężko było na początku w piątek. co tu robić? o dziwo czytanie pozwoliło zapomnieć o ssaniu w mózgu a papierosy zajmowały dłoń nawykłą do klikania. sobota jakoś przeszła bez większych zapaści. niedziela już zupełnie wyluzowana i rodzinna.
co z tego skoro dziś jest poniedziałek. pierwszą myślą był... no może jedną z pierwszych - NET.
a detox przymusowy, bo domowo-chwilowy brak dostępu. ale w pracy nie bardzo jest się czym zająć, więc odbijaę sobie z nawiązką.
dwa razy dziennie przejeżdżam zakorkowaną wąską ulicą. muszę tamtędy, bo alternatywy nie ma. wiadomo u nas najpierw buduje się domy a potem ulice. albo i nie. korek, więc autobus wlecze się niemiłosiernie. mija cmentarz. największy w mieście i diabli wiedzą gdzie jeszcze. wzdłuż ulicy domy. takie staromodne dwurodzinne zaniedbane, ale są też nowe domy z ogródkami zawalonymi marmurem i kamieniami. zresztą ogródki marmurowo-kamienne istnieją też bez domów. zamiast tego mają biuro obsługi klienta. a ja oglądam, przyglądam, rozglądam, czytam:
korzystne rabaty - system ratalny - ceny producenta - największy wybór - dowóz klienta na miejsce ekspozycji- dodatkowe przeróbki gratis - oryginalne wzornictwo
a potem bilboard z plakatem krzyczącym wielka wyprzedaż w alfie
myślę - blisko do cmentarza, nagrobki na raty, ubranie pośmiertne z wyprzedaży - nie jest źle.
już nie mogę, nicnierobienie mnie wykańcza. rozmiękam. bamboszeje. jeszcze dziesięć dni temu nie wiedziałam w co ręce wsadzić tzn. wiedziałam ale tam akurat w pracy nie wypada... a od jakiegoś tygodnia nic tylko piję kawę i bloxuję. z całym szacunkiem dla Was ale to mnie tak już nudzi męczy, że chyba oszaleję. w domu to mogłabym siedzieć i gapić się na Was do ciemnej nocy ale w pracy nie mogę. chyba już całkiem mi odbiło, a może jestem wzorowym pracownikiem? tylko gdzie ta premia uznaniowa? przez tą niektywność już tak się rozleniwiłam, że z niechęcią odbieram telefon, który zresztą dzwoni teraz tylko kilka razy w porywach do kilkunastu dziennie. już nie wspomnę o informowaniu dzwoniącego gdzie to się dodzwonił. nawet gg mam włączone, nie do pomyślenia!
nuda, nuda i jeszcze raz nuda. na szczęście od ósmego lipca opuszczam pracę na trzy tygodnie i Was chyba też.
Jutro będę wisiał przyczepiony do sukienki w pnącze włosów się w plączę
pójdziemy na spacer do Łazienek albo do łazienki
wykąpiemy się w nagim słońcu nagniemy wskazówki które nas dotyczą będziemy się dotykać – tykać bez końca choć i tak na nas nastąpi
nieuleczalnie uzależnieni należymy się ze sobą niezależnie od konfesjonalnych konsekwencji na taśmie połączonych traw zapiszemy wspólne sekwencje żeby już do końca życia mieć z czego się spowiadać i co oglądać sobie.
ja: bo się na mnie złościsz i wściekasz o byle co i ja wtedy nie wiem co robić!
on: ja się wściekam? na co?
ja: o byle co.
on: oj, bo mały płacze, pytam gdzie butelka a ty nie odpowiadasz!
ja: bo krzyczysz!
on: wszystkim się przejmujesz. czasem się wściekam i tyle
ja: przejmuję się, bo cię kocham
on: też cię kocham
ja: gówno prawda
on: gówno. kocham. myślisz, że tak łatwo przestać kochać.
wymiękłam. znowu się wyłgał, jak to facet. skąd mężczyźni wiedzą co powiedzieć, żeby nas uspokoić, żeby było znowu dobrze? tak wyczuwają co chcemy usłyszeć i mówią nam to żeby mieć święty spokój!